STAR TREK - A imię jego „Bastard”… To znaczy Kelvin (Timeline)

            Bastard, onegdaj to tak zwano dziecię z nieprawego łoża. Czyli takie, które się urodziło, lecz trudno było szukać uznania go przez prawowitego ojca. Zatem nie było to zbyt wysokie miano. Lecz bastardem zwano również miecz półtoraręczny. A to dla tego, że był to oręż ni to długi, ni to krótki. Bardziej rośli woje mogli posługiwać się nim jedną ręką, mniej postawni oburącz. Choć nazwa nie budziła szacunku, dobry kowal ze szlachetnego Damascenu potrafił wykuć miecz potrafiący stać się legendą. 


             Ok, ale co to ma wspólnego ze Star Trekiem? Okazuje się że bardzo dużo. A to za sprawą roku 2009. Wtedy to ukazuje się film J.J. Abramsa będący rebootem klasycznego Star Treka. No i się zaczyna… Z miejsca przez „Prawdziwych Treków” zostaje ten film odsądzony od czci i wiary (słowo Bastard pasuje jak ulał). A to, że Spock nie taki, a to że Uhura leci na Spocka. A to, że Volcanie kanoniczny gatunek zostaje zdziesiątkowany i jest na wymarciu. A to, że wszystko jest tak jak nie powinno być. Ale czy faktycznie jest to tak bardzo złe jak twierdzą to „Prawdziwi Trecy”? Sprawdźmy…


            Czy kogoś brakuje na mostku? Nie załoga jest w pełni kanoniczna, no może odrobinę zamieszano ze Scottym ale no bez przesady. Chekov, Sulu i reszta załogi jest tak wiernie oddana przez grających ją aktorów, że bez trudu można stwierdzić, że ma się do czynienia z odświeżonym TOSem. Wizualnie pomimo niemal 50 lat jakie minęło od pierwszej emisji serialu. Twórcy zrobili wszystko aby jak najbardziej upodobnić znane elementy universum do pierwowzoru. I choć historia  pokazana w filmie przedstawia alternatywną linię czasu. To J.J Abrams zrobił wiele aby oddać ducha pierwszej serii. I do kroćset udało mu się to! Z prawdziwą przyjemnością jako fan Star Treka z niemal 30 letnim stażem oglądałem nowe przygody Kapitana Kirka i jego radosnej gromadki. Owszem docierały do mnie krzyki i jęki rozpaczy wydawane z gardeł ortodoksyjnych Treków. I absolutnie mimo, że od tamtego czasu minęło niemal 10 lat wciąż tego nie rozumiem. 


            Cóż szybko obok słowa „Bastard” pojawiło się bardziej przyswajalne określenie na rzeczywistość, w którą zaprowadzili nas twórcy filmu: Kelvin Timeline. Przez wielu Treków opowieść z tej serii jest uważana za coś co nie powinno się wydarzyć. Coś co ewidentnie nie pasuje do zdrowego ciała znanego universum. Paradoksalnie to dzięki Kelvinowi do Trekowego community napłynęli nowi fani. Skuszeni świeżym podejściem do już w obecnych czasach ciasnego i dusznego świata Star Treka. Kelvin Timeline to doskonała odsłona przygód kanonicznej załogi kanonicznego statku. Wyruszającej tam gdzie nie dotarł żaden człowiek. 


            Wielu życzy aby ta cześć universum „Gwiezdnej Wędrówki” sczezła i przepadła w niebyt. Ja jednak cieszę się, że powstała i ma się coraz lepiej. Choć odsłonę tej linii czasu zakończono realizować na trzecim filmie, to książki i komiksy o przygodach Kelvinowego Enterprise mają się świetnie. Jeżeli naprawdę chcecie nazywać się „Prawdziwymi Fanami” Star Treka musicie zagłębić się w tą arcyciekawą wizję J.J. Abramasa. Mimo, że czasami pojawia się wobec jego dzieła słowo „Bastard”. To zdecydowanie jest mu bliżej do szlachetnego oręża zdobywającego dla community nowych fanów niż do „dziecka z nieprawego łożą. 

A w międzyczasie zapraszamy na stronę naszego wydawnictwa Ultimate Comics, gdzie możecie zapoznać się z informacjami o komiksie "Star Trek Tom Pierwszy".

Autor: Tomasz Nowak



#startrek #klingoni #st #komiks #ultimatecomics #film #serial #kirk #spock #startrekdiscovery #wherenoonehasgonebefore #netflix #enterprise #ussenterprise #scotty #uhura #sulu #jameskirk #jimkirk #mccoy #nyotauhura #checov #pavelchecov #hikarusulu #montgomeryscotty #nero #kelvin #usskelvin